Jak wyglądały moje Święta 2020? Jedzeniowe wyzwania

Święta, święta i po świętach! Jak się czujesz?

Ja czuję się całkiem dobrze! Jestem mile zaskoczona tym, jak w tym roku wyglądały moje Święta! Praca nad sobą, przekonaniami, myślami i relacją z jedzeniem popłaca! Brak uczucia ogromnego przejedzenia w brzuchu, komfort psychiczny i brak wyrzutów sumienia – to były dobre Święta. Nie były jednak pozbawione wyzwań jedzeniowych! O tych wyzwaniach jest ten wpis! Jeśli zastanawiasz się co roku jak przetrwać tę świąteczną ucztę i szukasz sposobu na to, to może w tym wpisie odnajdziesz coś dla siebie. Coś, co Ci pomoże!

Święta dla osoby, która choruje na otyłość, ma zaburzoną relację z jedzeniem, restrykcyjnie się odchudza, kompulsywne się objada czy choruje na innego rodzaju zaburzenia ożywiania,  mogą być okresem, który potrafi być bardziej męczący niż przyjemny. Ilość dostępnego jedzenia przerasta, a droga do niekontrolowanego i nadmiernego jedzenia jest wtedy znacznie prostsza.

Wiem to z własnego doświadczenia! Póki nie zaczęłam się odchudzać, Święta były czasem, w którego trakcie głównie się jadło. Najpierw wigilijne dania przy stole, a następnie słodycze ze świątecznych paczek. Jedzenia i słodyczy było tyle, że Święta, które trwają dwa dni, pod względem jedzeniowym trwały znacznie dłużej. Mój żołądek z każdym rokiem robił się coraz bardziej elastyczny. Tkanki tłuszczowej przybywało, aż do granicy, w której powiedziałam stop! Było to prawie 100 kilogramów = otyłość I stopnia! Schudłam 30 kilogramów! Święta stały się wtedy czasem wyrzutów sumienia z powodu nadmiernego jedzenia. Nawyk utrwalany latami, czyli święta = jedzenie nie został jeszcze wtedy rozpracowany. Zamiast tego próbowałam się chwytać liczenia kcal, mniej kalorycznych dań, zakazów jedzenia niektórych potraw i słodyczy. Kończyło się to i tak jedzeniem ich w nadmiarze. Do tego dieta od Nowego Roku, a to powodowało powstanie błędnego koła odchudzania.

Podczas Świąt nie jest to takie łatwe! Mnóstwo wyzwań przynosi tej świąteczny czas! Wyzwań, które kiedyś uważałam za pułapki. Pułapki, których kiedyś za wszelką cenę chciałam unikać, a ich wizja wywoływała we mnie lęk. Polecam więc zmienić postrzeganie i pułapkę zamienić na wyzwanie! Wyzwanie bowiem mobilizuje do działania. Dodaje taką nutkę możliwości. A jak już stanie się z nim twarzą w twarz, to pokazuje, że wiele jest zależne od nas!

Wyzwania Świąt 2020 – z czym przyszło mi się zmierzyć?

OBNIŻONE ZASOBY PSYCHOENERGETYCZNE

Tydzień przed Świętami był dla mnie ciężki więc moje zasoby już na wstępie były dość mocno rozładowane. Na co dzień mieszkam sama więc Święta z rodziną, czyli większą ilością osób dodatkowo je uszczuplają.  Szczypta emocji świątecznych, świąteczne atrakcje i moje baterie wołają o szybkie naładowanie! A wskutek tego automatyczne nawyki już zacierały ręce i chciały przejąć kontrolę na czas Świąt. Nie dałam się im jednak w całości! Kiedyś jedynym sposobem na ładowanie zasobów było dla mnie jedzenie. Teraz jest to lepsze poznanie siebie i tworzenie wentylów bezpieczeństwa. Te działania mają nie dopuścić do sytuacji, w której nadmierne jedzenie jest dla mnie najlepszym możliwym wyborem.

Dla naszej psychiki tak może być! Więc jeśli objadłeś się w te Święta, a nie potrafisz jeszcze zadbać o swoje potrzeby emocjonalne, to jedzenie mogło być tym, co pozwoli przetrwać Ci ten okres Świąt. Jest Twoim wentylem bezpieczeństwa, więc nie miej sobie wtedy tego za złe. Przyjrzyj się temu z ciekawością i zobacz czy jesteś w stanie zobaczyć, co kryje się głębiej, co prosi o zagłuszenie. Może to być coś, z czym sam/a sobie nie będziesz w stanie poradzić. Warto wtedy zgłosić się o pomoc do specjalisty.

W tym roku moim dużym wentylem bezpieczeństwa było to, że gdybym poczuła się przeciążona, to w każdym momencie miałam możliwość wrócenia do siebie, do mieszkania. Nie było to jednak potrzebne. Kolejnym wentylem była wspierająca relacja mojego brata. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć. Czego dowodem jest sytuacja opisana w WIECZORZE Z FILMEM – zachciało mi się w Święta chipsów…

9 RODZAJÓW CIAST

To był HIT! Przyjeżdża mój tata… z 9 ciastami. 9 ciast, 5 osób i dwa dni Świąt! I ja, gdzie dla mnie nie jest problemem zjedzenie całej blachy ciasta, a nawet więcej. Siedzę i patrzę na blat z tymi 9 ciastami i mówię do taty żartem: Ty tak na poważnie. Patrzy na mnie ze zdziwieniem. Dodaje więc: To tak jakbym postawiła przed Tobą cały alkohol świata (mój tata jest byłym alkoholikiem). Jego odpowiedź na to: Ale o co Ci chodzi, to nie dla Ciebie, ja sam to mogę zjeść </3  Zapowiada się wesoło…

Ciasto było wszędzie! A komentarze na drugi dzień: „Natalia, to ciasto jest jeszcze lepsze niż wczoraj. Tak fajnie przesiąkło smakiem. Pycha!” Serio? Była na szczęście też druga opinia, że tylko szarlotka z tych wszystkich ciast jest bardzo dobra. Oprócz więc jej jednego kawałka i pół kawałka piernika zjedzonego odruchowo w locie nie zjadłam ani kawałka więcej. Przetłumaczyłam sobie, że nie przepadam za ciastami, co jest prawdą! Nie podziałałoby gdyby tak nie było. O wiele bardziej wolę słodycze, czekoladę i lody. Więc ciasto w tym wypadku było zbędne, a kiedyś bym je zjadła, bo po prostu było i oczywiście musiałabym spróbować każdego kawałka, czyli aż 9 i na tym zapewne by się nie skończyło.

SIEDZENIE PRZY STOLE

Wigilijna kolacja ma to do siebie, że potrafi długo trwać, a jedzenie na stole kusić głód oczu przez cały czas trwania posiedzenia. Nawet w momencie gdy głód żołądka podpowiada, że już dość! O 7 rodzajach głodów pisałam tutaj: “7 imion głodu”. Ze względu na ograniczone zasoby wolałam się zabezpieczyć. Po pierwsze usiadłam nie przy samym stole, ale zaraz obok przy wyspie, która można powiedzieć była przedłużeniem stołu.

Oczywiście nie obyło się bez zdziwienia „Cztery krzesła przy stole… a gdzie Natalka będzie siedzieć? Jak to nie przy stole? Przecież zmieścisz się, zrobimy Ci miejsce”. Oczywiście było to z troski o mnie, ale znam siebie i z troski o siebie odpowiedziałam: w tym miejscu jest mi dobrze, siedzę obok, praktycznie jak przy stole i czuję się tu dobrze. Kiedyś oczywiście bym się na coś takiego nie zdobyła. Bo właśnie, jak to tak? Nie przy samym stole wraz z rodziną i jedzeniem pod nosem? A dzięki temu jedzenie niepotrzebnie mnie nie kusiło i zjadłam tylko to, co chciałam zjeść, co mnie nasyciło. Zaczęłam też jeść później. Starałam się jeść wolniej. A gdy zakończyłam jedzenie, oddaliłam się od stołu na kanapę w salonie i po chwili reszta rodziny dołączyła do mnie.

 

WCZEŚNIEJSZE ŚNIADANIE

Pierwszy Świąteczny poranek i wspólne śniadanie. Tak było do tej pory i źle się dla mnie kończyło. Ja należę do rannych ptaszków i zanim wszyscy domownicy wstaną i będzie można zjeść wspólne śniadanie, to mój głód już jest na samym dole skali głodu i sytości, czyli w miejscu obniżonej kontroli żywieniowej. Do tego dochodzi frustracja, bo Polak głodny to zły Polak.

Dlatego w tym roku gdy poczułam, że robię się bardziej głodna, a szanse na wspólne śniadanie w przeciągu pół godziny były marne, to po prostu zjadałam to śniadanie sama. Oczywiście nie pozostało to bez echa „Sama zjadłaś śniadanie, ładnie to tak, bez rodziny?” </3 Powiedziane oczywiście pół żartem. Kiedyś odebrałabym to bardzo na poważnie i miałabym wyrzuty sumienia, że zrobiłam coś złego. Tylko zaspokajanie swoich podstawowych potrzeb, nawet gdy ktoś twierdzi inaczej, nie jest niczym złym! W kolejnych dniach śniadanie już zjadłam wspólnie z rodziną, bo drugiego dnia Świąt wybrałam się na poranny spacer i jak już wróciłam, śniadanie było na stole, a kolejnego dnia spałam nieco dłużej i byłam w stanie poczekać na wspólne śniadanie.

WIECZÓR Z FILMEM

To jest chyba jeden z silniejszych nawyków, jaki mam w sobie zakodowany! Przez wiele lat oglądałam mnóstwo seriali/filmów i jednocześnie jadłam. Nawyk składa się ze wskazówki – zachowania – nagrody = oglądanie – jedzenie – chwila relaksu/ przyjemność/ wyłączenie myślenia. Nagród do wyboru do koloru. Tylko z czasem organizm się przyzwyczajał i żeby poczuć z tą samą mocą nagrodę, musiałam jeść więcej, a te ilości nie były już zdrowe. Dlatego jak na wieczór po świątecznej kolacji padło na oglądanie, na które nie miałam ochoty, to wciągnęłam buty na stopy i zamiast tego poszłam na spacer podziwiać świąteczne dekoracje. Podczas oglądania i tak nie weszłabym z rodziną w żadne interakcje, było więc to dobre rozwiązanie.

Drugiego dnia była podobna sytuacja, ale zamiast filmu oglądaliśmy zdjęcia na telewizorze i tu gdyby nie brat już bym się nie powstrzymała. Tata coś je, drugi brat coś je, a ja już zmęczona i znudzona mówię: “rzuć mi chipsy z szafki”. Na co mój drugi brat „Nie ma tam chipsów”. Patrzę na niego spode łba „Nie rób ze mnie idiotki, przecież wiem, że masz chipsy w szafce”, na co on „Natalia, uwierz mi, dla TWOJEGO ZDROWIA, nie ma tam chipsów”. W mojej głowie krzyk „Ale one tam są i wiem o tym na pewno” został zagłuszony przez zwrot „dla Twojego zdrowia”. Nie chciałam tych chipsów tak naprawdę, zjadłabym je bezmyślnie, nie czując smaku i potem bym żałowała. Na drugi dzień podziękowałam za to bratu.

To zdarzenie pokazuje, jak bardzo ważne są wspierające relacje. Czasami są od początku, tylko ich nie dostrzegamy, a czasami potrzeba czasu, żeby je zbudować. Jedno jest pewne, są one w życiu potrzebne!

STAŁA DOSTĘPNOŚĆ JEDZENIA

Ciasto wszędzie, cukierki, pierniczki na blacie kuchennym. Tona mandarynek. Nie było to łatwe. Z tym planowałam poradzić sobie przez wspólne spędzanie czasu razem w inny sposób niż przy jedzeniu. Dlatego pierwszego dnia z rodziną poszłam na długi spacer. Chociaż pod koniec spaceru, marzyłam już o ciepłym jedzeniu – było strasznie zimno!

Później wspólne granie. Jednak gra, którą wybrałam na te Święta, nie wymagała konieczności ciągłego siedzenia i aż takiej uwagi (gra quizowa „Wiem lepiej”) więc podczas gry odbywały się piesze wycieczki z kanapy do lodówki. Rozproszona uwaga przez grę, dodatkowe emocje jej towarzyszące i tu cukierek, tam pierniczek, mandarynka i tak razy kilka, a razy ile? Nie mam pojęcia i nie czuję się z tym źle. Co też jest dużym postępem, kiedyś za jednego nadprogramowego cukierka bym się beształa. Teraz dałam sobie na to przyzwolenie, wiedziałam, że tego nie uniknę – to Święta! Moim celem na te Święta było to, żebym nie najadła się do granic możliwości i przekroczenia ich, przez co źle bym się czuła zarówno fizycznie jak i psychicznie. I to mi się udało! Jadłam tyle, ile chciałam i to, co chciałam, ale starałam się słuchać swojego ciała i nie doprowadzić go do stanu, przez który źle bym się czuła.

INNI CIĄGLE JEDZĄ, JA NIE MOGĘ

I w tym roku, to jest zdrowe „nie mogę”. Kiedyś to nie mogę, wynikało z tego, że się odchudzałam więc nie dawałam sobie przyzwolenia na jedzenie tyle, co inni ani na jedzenie tyle ile mój organizm potrzebuje. Powodowało to, że nie tylko nie jadłam tyle, co inni, ale w ostatecznym rozrachunku jadłam jeszcze więcej. To, co zakazane, gdy wyczerpie się silna wola, jest niezwykle kuszące, a hamulców wtedy często brak.

W tym roku to „nie mogę” wynikało jednak z tego, że tak naprawdę po prostu nie chciałam! A ilości spożytego jedzenia przez niektórych członków mojej rodziny były ogromne i gdybym jadła tyle samo co oni, to nie pozostałoby to dla mojego samopoczucia bez znaczenia! Do tego widok kogoś co jakiś czas z czymś w ręce do jedzenia lub przy lodówce był wskazówką do jedzenia – bo skoro ktoś je, no to ja też! Pamiętacie nawyk wskazówka – zachowanie – nagroda = ktoś je – też jem – wspólnie spędzony czas/ wspólne jedzenie. Tylko że ja nie byłam głodna i nie chciałam jeść i na szczęście w większości przypadków byłam sobie to w stanie przetłumaczyć.

Oczywiście nie widzę nic złego w tym, że inni tyle jedli. Na przykład mój tata pracuje fizycznie – jest stolarzem. Nie ma tak dobrego jedzenia na co dzień. W drugi dzień Świąt zawsze biega półmaraton albo więcej. Więc nawet jeżeli w te kilka dni Świąt będzie jadł od rana do wieczora i czuje się z tym dobrze, to czemu nie? Dla niego Święta trwają te kilka dni i potem wraca do swojej rzeczywistości. Ze mną sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Odnowiony nawyk nadmiernego jedzenia, może być później ciężki do ponownego opanowania. Dlatego staram się pilnować w Święta. Nie dlatego, że boję się, że przez to przytyję. Tu już się nauczyłam, WAGA wskazuje masę ciała, a nie moją WARTOŚĆ, więc wszystko, co teraz robię, robię dla ZDROWIA, nie dla wyglądu.

 WAŻENIE

Po prostu się nie da! Nie da się przetłumaczyć mojemu tacie, jak bezsensowne jest ważenie się w trakcie świąt i po! A że ważenie po bieganiu nie oznacza, że schudł, tylko że wypocił wodę podczas biegu i musi ją uzupełnić. Tłumaczenie tego to jak grochem o ścianę! Pojawia się cichy głosik w mojej głowie – nie patrz na zewnątrz, tylko do wewnątrz! Skoro mój tata waży się po prostu z ciekawości i chwile po ważeniu, zapomina o temacie, to dlaczego mnie to tak porusza?

Dlatego, że jak spojrzę do wnętrza, to widzę, że porusza to dawną Natalię. Natalię która gdy kiedyś się ważyła, to cyfry na wadze potrafiły rozbić jej poczucie wartości na milion kawałeczków! Tę Natalię, która nie wiedziała, że waga wskazuję tylko masę ciała, a nie jej wartość. Tę Natalię, która nie widziała, że cyfry na wadze nie wskazują tylko na tkankę tłuszczową i przytycie, że wahania, które mogą nawet wynosić około 2 kilogramów, nie są związane tylko z tkanką tłuszczową, a z innymi czynnikami. Po Świętach wzrost wagi może się np. wiązać z większą ilością wody w organizmie, zalegającą jeszcze treścią pokarmową w jelitach czy uzupełnieniem glikogenu w mięśniach.

Jeśli Ty dajesz się nabierać wadze, to koniecznie przeczytaj artykuł o tym co może powodować wahania wagi na co dzień. Pisze o tym na końcu tego artykułu: “Śledzenie postępów”. Może wtedy też warto wziąć udział w wyzwaniu, o którym piszę na samym końcu.

JEDZENIE ŚWIĄTECZNE NA WYNOS

Brać czy nie brać, oto jest pytanie? Wzięłam i zobaczymy, co będzie dalej. Wzięłam jednak tylko gołąbki i pierogi, które zamrożę i będę moją opcją zapasową na dzień lenia. „Ciasta nie chcesz wziąć? Możesz przecież wziąć dla kogoś? Tyle jeszcze zostało” No raczej, że zostało… Dziewięciu ciast nie da się przejeść w trzy dni, no więc sporo zostało… „Dziękuję, nie biorę!” Dlaczego, bo po pierwsze nie będę ciast rozwozić po znajomych, a po drugie, zanim bym je rozwiozła mogłoby zniknąć 😉 Dlaczego? Patrz niżej

POCZUCIE STRATY

Czuję się dobrze po tych Świętach! Jednak w głowie czają się takie cichutkie myśli o tym, że przecież w Święta co roku zawsze tyle jadłam! Zawsze najadałam się aż do rozpuku, a w tym roku nie! Zmarnowałam ten czas, przecież mogłam się tyle najeść, bo w Święta to normalne, w Święta się w końcu głównie je. A po Świętach, a szczególnie od Nowego Roku już nie będę mogła się najeść, trzeba będzie się pilnować, kontrolować. Pojawia się takie delikatne poczucie straty, które część mnie pewnie chciałaby zajeść,  jeśli posłuchałabym się tych myśli. W momencie, w którym wzięłabym ze sobą jedzenie do domu, w szczególności to słodkie, mógłby rozpocząć się czas nadrabiania.

Tylko jest jedno wielkie ALE! To są tylko MYŚLI, najpewniej myśli automatyczne. A ja nie jestem swoimi myślami! Do tego przecież już nie odchudzam! Nie jem restrykcyjnie! Jem wszystko nawet słodycze! Co to więc za myśli związane z kontrolą w Nowym Roku?! O co chodzi? A oto, że trwałam w takim przekonaniu latami – latami mówiłam sobie, że od Nowego Roku! Od Nowego Roku zmiany nie na miarę moich możliwości! Dlatego nic dziwnego, że pojawiają mi się w głowie takie myśli. Jednak tak jak pisałam, nie jestem swoimi myślami. Pozwalam więc moim myślą po prostu odpłynąć. W Nowym Roku kontynuuje dbanie o moje zdrowie, a nie dbanie o cyfry na wadze. Tak jak to było przez wiele lat. Przez co też wciągałam się w szalone odchudzanie!

ZAKOŃCZENIE

Jeśli więc korci Cię, aby rozpocząć ponownie ten Nowy Rok od odchudzania, trzymania diety na 100% to mam nadzieję, że troszeczkę dam Ci domyślenia! Zastanów się proszę na ile skuteczna była ostatnia próba odchudzania i czy była ona dobra? Może zamiast na ścisłą dietę, liczne ograniczenia warto postawić na zmianę nawyków żywieniowych i porządek w głowie? W tym mogę Ci pomóc! Napisz do mnie szczypta@natki.pl. A jeśli utożsamiasz się z numerem na wadze, to bardzo polecam Ci przeczytać artykuł Agaty Głada „O odwadze do niestawania na wadze” i zrobienia sobie miesięcznego wyzwania #anisięważ.

Spróbuj czegoś nowego w Roku 2021 w końcu to Nowy Rok, a nie stary 😉 Rób więc więcej tego co działa naprawdę, a mniej tego, co daje  tylko pozorne i krótkotrwałe efekty!

Życzę Ci wszystkiego dobrego w Nowym Roku i dużo ZDROWIA!

Natka – mgr Natalia Horodko

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.
You need to agree with the terms to proceed

Menu